Płyn micelarny ze Zrób Sobie Kremu

Trochę ponad miesiąc temu pokazywałam Wam na blogu jak ukręcić wodę micelarną dla cery wrażliwej z gotowego zestawu ze Zrób Sobie Kremu. Przez ten miesiąc udało mi się go praktycznie zużyć, więc postanowiłam wystawić mu recenzję. Mimo, że bardzo bym chciała, niestety nie będzie ona zbyt pochlebna. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego nie polubiłam się z tym kosmetykiem, zapraszam do czytania.



Przyznam szczerze, że dodając ten produkt do koszyka nawet nie przyszło mi do głowy, że może mi się on nie spodobać, dlatego od razu wzięłam dwa zestawy. Mam zamiar zużyć ten drugi zestaw, jeśli odczucia po nim będą inne to oczywiście edytuję moją recenzję.

Opis produktu ze strony sklepuZestaw do samodzielnego wykonania. Formuła płynu micelarnego pozwala bardzo dokładnie oczyścić skórę z zanieczyszczeń bez konieczności użycia mleczka. Można go stosować do demakijażu całej twarzy, również oczu i ust. Usuwa wodoodporny makijaż, bez konieczności intensywnego pocierania. Dodatek alantoiny, pantenolu, sorbitolu i wyciągu z aloesu działa łagodząco. Dodatek substancji nawilżających pozostawia skórę gładką i delikatną, bez uczucia wysuszenia. Zachowuje płaszcz hydrolipidowy skóry.

Skład:
5%   Ekocertowany solubilizator P-4C - 2.1 ml 
5%   Wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie - 2.5ml
3%   Sorbitol - 1.5 ml
3%   D-pantenol - 1.5 ml
0.5% Alantoina - szczypta
83,5% hydrolat z róży stulistnej- 41.75 ml

Za 9,90zł otrzymujemy 50ml płynu. 

Moja opinia: Niestety tak naprawdę niewiele z tego, co jest napisane w opisie produktu, jest prawdziwe. 

Po pierwsze - podrażnia! W miejscach, gdzie skóra jest delikatniejsza (okolice oczu, ust) potwornie piecze. Jestem osobą, która naprawdę nie ma jakiejś bardzo wrażliwej skóry, tak naprawdę mało który kosmetyk może mi wyrządzić krzywdę. Tym bardziej dziwi mnie, że jest to produkt dla właśnie takiego typu cery. Z początku myślałam, że może dodałam za dużo FEOG, jednak jakkolwiek nie przekroczyłam sugerowanej ilości, poza tym sam jako konserwant uważany jest za bezpieczny i jest polecany dla dzieci i alergików. To pieczenie nie jest bólem nie do zniesienia, ale na pewno powoduje ogromny dyskomfort w używaniu, no i skąd w takim razie ta nazwa?

Po drugie - bardzo słabo zmywa makijaż. O ile ze zmywaniem powierzchni całej twarzy radzi sobie dobrze i rzeczywiście "pozostawia skórę gładką i delikatną, bez uczucia wysuszenia", o tyle zmywanie makijażu oczu za każdym razem przypomina mały horror. Cienie zmywa całkiem nieźle, ale ma ogromny problem ze zmyciem tuszu i czegokolwiek blisko linii rzęs. Tuszu czasem nie jest nawet w stanie porządnie "ruszyć" i zrezygnowana sięgam po inny produkt do demakijażu. Musiałabym go zużyć naprawdę bardzo dużo i poświęcić mnóstwo czasu na dobry demakijaż używając tylko jego. 

Po trzecie (co się wiąże z pierwszym) - nie ma mowy o jakimkolwiek działaniu łagodzącym.

Domyślam się, że komentarze pod produktami na stronie ZSK są moderowane, ale po takich "ochach i achach" spodziewałam się produktu, który byłby przynajmniej w jakimś stopniu dobry, a ten jest po prostu zły. 

Kiedyś musiał przyjść ten pierwszy raz, kiedy naturalny kosmetyk samorobiony musiał mnie rozczarować. Mimo wszystko trochę szkoda, bo pokładałam w nim dość duże nadzieje.

Używałyście tego produktu? Jak się u Was sprawdził?

Pozdrawiam
Asia

9 komentarzy:

  1. w ogóle nie używam wód miceralnych ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie używalam i na pewno się nie skuszę ;)
    mam ulubione kosmetyki tego typu i zostanę im wierna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja używam, u mnie się sprawdza, ale trochę zmieniam przepis. Pieczenie może być wynikiem za niskiego PH jak na okolice oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to nie wpadłam :) Dzięki za podpowiedź ;)

      Usuń
  4. Chciałam go kiedyś zamówić, ale jakoś nie chciało mi się czekać na zamówienie, wolałam podejść do drogerii i chyba niewiele straciłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zostanę wierna micelowi z Biodermy :)

    Dziękuję Asiu za namiar na panią Ewę, podcięłam końcówki i poprawiono mi grzywkę, bo okazało się, że skrócenie prostej przerastało możliwości mojej poprzedniej fryzjerki...
    Pozdrawiam, Gagarianka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie bioderma tak sobie odpowiada :< cieszę się, że Ci się spodobało u pani Ewy :) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. hahahhaha nie powinno byc w tytule zrob sobie kremu tylko zrob sobie krem;P heh smiesznie brzmi i tu z boku widze cellulit a powinno byc poprawnie cellulitis pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale niestety nie masz racji. Zrób Sobie Kremu jest w dopełniaczu jako że produkt jest z tej firmy, tak samo jak krem z Biodermy czy z Perfecty (a nie z Bioderma czy Perfecta). Cellulit i cellulitis to zupełnie dwie różne rzeczy, możesz o tym przeczytać między innymi tu: http://www.cellulit-leczenie.pl/cellulit-a-cellulitis%E2%80%A6/ . Również pozdrawiam :)

      Usuń