Kolejne zamówienie ze Zrób Sobie Kremu

Zgodnie z moim małym harmonogramem powinnam była dodać post wczoraj, jednak niestety to, o czym chciałam pisać okazało się kompletną klapą, a poza tym miałam urodziny (moje ostatnie jako nastolatki : <), więc byłam dość mocno, ale za to jakże przyjemnie zajęta :) Dzisiejszy post będzie poświęcony głównie mojej paczuszce z ZSK, a poza tym opiszę Wam pokrótce, czym konkretnie była ta wczorajsza klapa. Jeżeli jesteście ciekawe - zapraszam do czytania.

Może zacznę od "klapy", gdyż hołduję teorii, że najpierw należy zacząć od rzeczy mniej przyjemnych, a później rozkoszować się tymi bardziej :)
Jakiś czas temu na SweetDealu można było zakupić kupon na manicure biologiczny. Postanowiłam, że umówię się w dniu swoich urodzin, żeby sprawić sobie małą przyjemność.
Opis oferty:
"Manicure biologiczny różni się od zwykłego tym, że podczas jego wykonywania nie używa się żadnych metalowych narzędzi. Manicure wykonywany jest za pomocą papierowych pilników, patyczki z drzewa pomarańczowego oraz żelów i płynów zmiękczających naskórek. Jest on ciekawą alternatywą dla manicure klasycznego, który często uszkadza i osłabia paznokcie."
Oferta miała się składać ze SPA dla dłoni z łagodnym peelingiem, odsunięcia lub wycięcia skórek, opiłowania paznokci, zmatowienia płytki oraz malowanie na wybrany kolor.

Zacznę od tego, że mimo, że byłam umówiona na konkretną godzinę, na "zabieg" musiałam czekać 35 minut. Na wstępie pani manicurzystka zaczęła piłować mi paznokcie... metalowym pilnikiem. Delikatnie napomknęłam, że wykupiłam ofertę na manicure biologiczny, na pani nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.  Żadnego spa dla dłoni ani peelingu nie było, po prostu standardowo moczyłam dłonie w pojemniczkach z wodą i jakimś płynem. Potem pani przystąpiła do odsuwania skórek - na moją prośbę drewnianym patyczkiem, chociaż pani wolała metalowym. Robiła to na tyle mocno, że dosłownie sprawiało mi to ból, a w tych miejscach skóra stała się bardzo czerwona i nabrzmiała. Potem pani koniecznie uparła się, żeby chociaż częściowo powycinać mi skórki - oczywiście metalowymi cążkami - gdyż twierdziła, że niewycinanie skórek powoduje pękanie opuszków. Swoją drogą - macie jakąś wiedzę na ten temat? Chętnie poczytam Wasze opinie. Na koniec miałam pomalowane paznokcie - bez bazy czy top coatu, które już wczoraj wieczorem nie wyglądały zbyt atrakcyjnie. 
Pominę szczegółowy opis rozmowy, którą odbyłam z panią manicurzystką, jednak niestety pani była bardzo przemądrzała i niezbyt sympatyczna.

Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam aż tak bardzo zniesmaczona wychodząc z jakiegokolwiek salonu urody. Szczęście, że straciłam na to tylko 10zł. Przynajmniej dzięki temu wiem, że już nigdy nie zdradzę mojej ulubionej pani manicurzystki, od której zawsze wychodzę zadowolona :)

Nareszcie możemy przejść do czegoś miłego, a więc do mojej paczki ze Zrób Sobie Kremu. Tym razem obyło się bez przygód z pocztą :) 

Jak zwykle robiłam zamówienie razem z mamą i siostrą, pokażę Wam jednak tylko to, co zamówiłam dla siebie. Wybaczcie za jakość części zdjęć - mimo, że jest południe, jest bardzo słabe światło. 

 Ze dwa miesiące temu na blogu Siempre la belleza przeczytałam o kremie z kwasem migdałowym i zapragnęłam go koniecznie wypróbować. W końcu się zebrałam i go zamówiłam :) Liczę dokładnie na to, co opisała w swojej recenzji. Dodam fotorelację z procesu tworzenia kremu, wtedy pokażę Wam też wszystkie składniki.


Po raz drugi zamówiłam hydrolat szałwiowy. Obrzydliwie śmierdzi przyprawą do pizzy, ale bardzo dobrze działa - ładnie tonizuje i delikatnie matuje skórę na nosie.


Zawsze używałam kwasu hialuronowego 1%, tym razem zdecydowałam się na potrójny kwas hialuronowy 1,5%. Jestem bardzo ciekawa różnic między nimi.
Postanowiłam zamówić także coś, co włączę do mojej kuracji przeciwstarzeniowej. Padło na organiczny macerat z zielonej herbaty, który jest "wymiataczem wolnych rodników" i chroni przed promieniowaniem UV. Poza tym "ma działanie nawilżające, przeciwzapalne, bakteriobójcze, napinające. Wzmacniają one polifenole) system odpornościowy oraz chronią komórki skóry przed wolnymi rodnikami powstającymi w wyniku działania promieni słonecznych oraz szkodliwych czynników środowiskowych. Działają przeciwstarzeniowo, poprawiają funkcjonowanie i wygląd skóry. Macerat z herbaty łagodzi skórę poparzoną przez słońce."

Z czystej ciekawości zamówiłam także organiczne masło kakaowe w pastylkach. Jestem bardzo ciekawa tej formy produktu :)


Z akcesoriów do kręcenia kosmetyków zamówiłam mieszadełko (mikserek)

oraz malutką łyżeczkę 0,15ml.


Jako gratis otrzymałam alantoinę oraz kaolin.



Nie wiem jak Wy, ale zawsze jestem niesamowicie podekscytowana nowymi produktami :) Już nie mogę doczekać się testowania!

Używałyście któregoś z tych produktów? Co sądzicie o mojej małej przygodzie z manicurem biologicznym?

Pozdrawiam wszystkich
Asia


16 komentarzy:

  1. Czekam na recenzje!:) bardzo zainteresował mnie ten hydrolant szałwiowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może w takim razie w najbliższym czasie napiszę jego recenzję ;) Spodziewaj się jej najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu :)

      Usuń
  2. Irytują mnie takie akcje - to, że usługa jest w promocji nie znaczy, że jest w jakiś sposób gorsza. Powinna być pełnowartościowa i zgodna z opisem. Proponuję następnym razem wydrukować sobie opis ze strony i pokazać osobie wykonującej zabieg. W taki sposób tracą klientów. Mam wielką ochotę na półprodukty. O alantionie słyszałam cuda, ciekawe, jak sprawdzi się u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Co to za reklama, kiedy tych co płacą promocyjną kwotę traktuje się tak, że nigdy do tego miejsca nie wrócą? Następnym razem zrobię dokładnie tak jak mówisz - wiadomo, mądry Polak po szkodzie. Muszę wymyślić gdzie by tej alantoiny użyć :)

      Usuń
  3. Przede wszystkim- Najlepszego z okazji urodzin! Radości z testowania nowych mazideł oraz z blogowania:) Mamy urodziny w podobnym czasie!

    Przygoda bardzo niefajna, tak się podobno czasem zachowują kosmetyczki obsługujące osoby z kuponami, ja nigdy nie korzystałam więc tylko powtarzam opinie innych.

    Kwas migdałowy znam z serum z BU i naprawdę baaardzo sobie chwalę.To serum to jeden z moich pielęgnacyjnych hitów:) Pięknie rozjaśnia skórę już po pierwszym użyciu, dodatkowo ładnie wyrównuje cerę:) Ja widzę różnicę w żelu z kwasem hialuronowym- moim zdaniem ten 1,5 % działa bardziej nawilżająco i podbija działanie olejów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Rzeczywiście, pamiętam, że też niedawno miałaś urodziny :) Też jesteś skorpionek?
      Też słyszałam takie historie - znajoma opowiadała, że wykupiła godzinny masaż, a tak naprawdę była masowana 20 minut, bo w ogóle nie był uwzględniony czas na przebranie się itp. Mnie się coś takiego nie przytrafiło aż do wczoraj.
      Mam nadzieję, że zaobserwuję podobne działanie i kremu i kwasu :)

      Usuń
    2. Tak, skorpion, też miałam Cię zapytać, czy mamy ten sam znak:D

      Usuń
    3. Haha, widzisz, rzeczywiście jesteśmy podobne!

      Usuń
  4. Miałam ten krem z kwasem migdałowym, jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj kusicie mnie kusicie :)))

    Jak skończę produkty z BU na pewno zrobię wielkie zakupy w ZSK :)
    Już nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo! Nigdy nie mogę się doczekać aż zamówię, a potem aż przyjdzie :)

      Usuń
  6. Zapraszam do tagu :))

    http://justemois.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  7. uuu niezłe zakupy:D Zazdroszczę:)
    I wszytskiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń