Jak stałam się minimalistką?



Mówi się, że tylko krowa nie zmienia zdania i sądzę, że jest to najprawdziwsza prawda. Nie tak dawno, bo około 1,5 roku temu napisałam posta "Dlaczego moda na minimalizm kompletnie do mnie nie trafia" i jest to jeden z popularniejszych wpisów na moim blogu. Od tego czasu prawie wszystkie moje poglądy na ten temat zmieniły się o 180 stopni, a sam proces zmian zaczął się zupełnie niedawno. 



Na początku roku, w ramach noworocznych postanowień, jak większość z nas postanowiłam zmienić wiele rzeczy w swoim życiu. Znalazłam swoją filozofię dotyczącą zdrowia, odżywiania, ale także sposobu myślenia o niektórych rzeczach. Od początku roku trwale pracuję nad sobą, zmieniam swoje nawyki, a poziom mojej satysfakcji z siebie i z jakości swojego życia rósł z miesiąca na miesiąc tylko dzięki wprowadzonym zmianom. Gdzieś na początku roku przeczytałam kilka książek Dominique Loreau, autorki "Sztuki prostoty", "Sztuki minimalizmu", czy "Sztuki planowania". Autorka ta ma dość radykalne poglądy na sprawę, postuluje nawet ograniczanie ilości spożywanego jedzenia. Mimo to, książki podobały mi się i wyniosłam z nich naprawdę wiele ciekawej wiedzy dotyczącej japońskiej kultury i filozofii posiadania mniej. 

Zapewne gdzieś miałam z tyłu głowy ten minimalizm i zaczęłam stopniowo i nie do końca świadomie wprowadzać zmiany dotyczące zachowań jako konsumenta - przestałam co rusz kupować nowe rzeczy, nowe kosmetyki czy akcesoria i przestałam myśleć o tym, co "muszę mieć". 

Potem przypadkiem trafiłam na bloga Becoming Minimalist i przepadłam. Szczerze - dawno już nie czytałam bloga prowadzonego przez kogoś, kogo życiem jest tak naprawdę to, o czym pisze. Autor, Joshua Becker, gdzieś w pewnym momencie życia stwierdził, że ciąży mu to, co posiada, czuje się tym przytłoczony i po prostu w raz z całą rodziną stali się minimalistami - pozbyli się wszystkiego, co niepotrzebne, nie kupują niepotrzebnych rzeczy, "wypadli" z materialistycznego błędnego koła, w którym kręci się większość społeczeństwa, szczególnie w Stanach. I wiecie co? To do mnie przemówiło w stu procentach. Poza tym, z bardziej przyziemnych rzeczy, przemawia do mnie także fakt tego, że im mniej mamy, tym mniej czasu poświęcamy na sprzątanie i żyjemy w porządku, a nasze życie jest pozbawione chaosu powodowanego przez nadmiar. 

W tej chwili porządkuję po kolei różne swoje przynależności. Robię to systematycznie, bez pośpiechu. Rzeczy dzielę przy tym na kategorie: zostaje, do wyrzucenia, do oddania. Przeorganizowuję to, co zostaje, a zostaje tylko to, z czego naprawdę korzystam. 

Pomijając te aspekty, które wiążą się z minimalizmem (porządkowanie, odgruzowywanie, pozbywanie się rzeczy), jest to filozofia, która postuluje celowość naszego życia i skupienie się na tym, co naprawdę ważne, a więc przede wszystkim na naszych bliskich. Tej rzeczy nie wiedziałam pisząc post o minimalizmie półtora roku temu, a więc przeoczyłam tak naprawdę najważniejszą ideę. Było to trochę w stylu "nie znam się, więc się wypowiem" i biję się w pierś, bo takie podejście było wynikiem za mało wnikliwego poznania tematu.

Mimo, że w tej chwili uważam się za minimalistkę, raczej nie przekonam się do posiadania tylko kilku ubrań (obojętnie ile zestawów można by z nich stworzyć) albo do posiadania czterech talerzy i czterech misek. Uważam, że wszystko, co czytamy i poznajemy należy przepuścić przez pewne sito zdrowego rozsądku i krytycznie podchodzić do propozycji. Ja po prostu pozbywam się i nie tworzę nadmiaru, nie pozwalając przy tym, by rzeczy materialne kontrolowały to, jak żyję i jak myślę. Dzięki temu mogę skupić się na tym, co najważniejsze. 


Jakie jest Wasze podejście do minimalizmu? 



8 komentarzy:

  1. Bardzo modne jest ostatnio ograniczenie przedmiotów w najbliższej przestrzeni życiowej do 100:) O ile będąc singlem i mając na głowie tylko siebie to zadanie wydaje mi się bardzo prawdopodobne do wykonania o tyle mając rodzinę i dzieciaki na głowie może być trudniej. Dzisiaj w czasach konsumpcjonizmu to dosyć radykalna teoria mająca wielu zwolenników jak i przeciwników tłumaczących taki styl biedą i niskim statutem życia. Wszystko z umiarem to złoty środek, który zawsze działa;)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega ciekawa sprawa z tą 100 przedmiotów, choć rzeczywiście wydaje się być to prawie niemożliwe do wykonania żyjąc z kimś. Z drugiej strony to także pokazuje, jak mnóstwo przedmiotów posiadamy, nie zdając sobie sprawy z ich rzeczywistej ilości!
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Z tymi 100 rzeczami to trend Leo Babauty. I nie ma on tylko 100 rzeczy, bo ma rodzine w tym 6 dzieci. 100 rzeczy okresla mianem osobistych, tylko jego przedmiotów.

      Usuń
    3. Dzięki za rozwianie naszych wątpliwości! :)

      Usuń
  2. Ja staram się nie kupować nowych rzeczy dopóki nie pozbędę się starych, no ale różnie wychodzi - myślę, że jeszcze minie zanim się pozbędę wszystkiego co niepotrzebne.
    Ostatnio zrezygnowałam z zakupu maszyny overlock - bo i tak mam dostęp w pracy a w domu by mi zagracał i tak niewielką przestrzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest bardzo dobry pomysł. Dużo osób ma zasadę 1 za 1 - jeśli kupuje coś nowego, to musi pozbyć się czegoś starego o podobnym przeznaczeniu. Brawo za powstrzymanie się od zakupu! :)

      Usuń
  3. Myślę, że gdzieś w głębi siebie jestem minimalistką ponieważ np. przeszkadza mi duża ilość drobiazgów w pokoju, wolę je mieć wszystkie gdzieś schowane żeby na wierzchu zostało jak najmniej. Wiem, że część rzeczy nie jest mi do niczego potrzebna, ale jednak szkoda mi jest je wyrzucić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zamiast je wyrzucać spróbuj je sprzedać albo oddać komuś, komu się przydadzą?

      Usuń